Potrzebujesz kontaktu, - zadzwoń +48 600 879 332

Coachowisko

Po raz kolejny uczestniczyłam we wspaniałej inicjatywie Stowarzyszenia Coachów Polskich - Konferencji Coachowisko. W tym roku baner na ulicy Bobrowieckiej głosił, że są to Targi Coachingu. Choć nazwa „targi” kłóci mi się z ideą rozwoju w coachingu, uzmysłowiło mi to, że mamy już przemysł rozwojowy w Polsce. A jego produkty reklamuje się i sprzedaje na Targach. Na szczęście równolegle z „targowiskiem” w tej edycji Coachowiska mieliśmy okazję wziąć udział w wielu bardzo ciekawych wykładach i warsztatach. Równolegle w pięciu salach przez dwa dni odbyło się 55 godzinnych sesji, z których każda przedstawiała jakiś temat wprost lub luźno związany z coachingiem. Wiele z nich skierowanych było do coachów i poszerzało świadomość w zakresie metod i rodzajów coachingu. Kilka - skierowanych do menadżerów, dotyczących leadershipu, podejmowania decyzji, stresu czy relacji w biznesie. Wiele sesji było przeznaczonych dla osób, które jeszcze nie zetknęły się z coachingiem lub poszukują czegoś dla siebie w obszarze rozwoju. Nie wymieniam wykładowców i prowadzących warsztaty, bo nie chcę nikogo wyróżniać, jednak dwie sesje przykuły moją szczególną uwagę. Panel „wszystko, co chcielibyście wiedzieć o coachingu” zgromadził osoby z różnych organizacji coachingowych i dzięki temu pozwolił poznać różne punkty widzenia na ten sposób rozwoju. Zgromadził też  tłumy zainteresowanych i myślę, że w następnej edycji warto zaplanować go na dłużej, gdyż pytania przeciągnęły się aż na czas przerwy.
To, co szczególnie chciałam zreferować w tym wpisie, to spojrzenie na coaching na mapie usług rozwojowych. Tego tematu dotyczyły dwa wykłady, niestety odbywające się w tym samym czasie. Ja uczestniczyłam w wykładzie prowadzonym przez Marzenę Mazur i nie zawiodłam się. Sesja rozpoczęła się od przedstawienia 8 przypadków, do których trzeba było dopasować odpowiedni sposób działania. Jedne były oczywiste, w innych można było zastosować kilka różnych metod.

Pod uwagę były brane:
C – Coaching w czystej postaci niewidzialnego coacha, który nie musi posiadać doświadczenie, w ściśle określonym, najczęściej półrocznym, procesie .
M – Mentoring rozumiany jako długoterminowa (nawet kilkuletnia) praca z podopiecznym w zakresie eksperctwa i doświadczeń Mentora.
T – Tutoring rozumiany szerzej niż pierwotna praca ze studentem, jako nauczenie specyficznej, konkretnej wiedzy lub umiejętności, której podopieczny nie ma jak inaczej zdobyć. Tutor będący specjalistą dostarczającym specyficznej, unikalnej wiedzy, w organizacji często jest angażowany do tworzenia bazy wiedzy i jest krótkoterminowo, na czas nabycia wiedzy/umiejętności, przydzielany pracownikom, którzy tej wiedzy potrzebują.
S – Szkolenia. Już nie tylko tradycyjne wykłady, szkolenia grupowe, treningi umiejętności i warsztaty, ale również on the Job Training.
P – Poradnictwo jako wsparcie w rozwoju, lekka terapia w przypadkach dysfunkcji i problemów. Rzadko stosowane w organizacjach, ale często wykorzystywane prywatnie przez osoby pracujące, menadżerów w trudnych sytuacjach.
D – Doradztwo rozumiane jako pomoc w osiągnieciu konkretnego celu, w ramach jednego projektu dostarczenie gotowych rozwiązań.
F – Facylitacja jako ułatwiane pracy grupowej poprzez wybranie odpowiedniej struktury pracy i czuwanie nad procesem.

Pani Marzena w  jasny i ekspercki sposób przedstawiła każdą z powyższych ról, zwracając uwagę na różnice między nimi i na nadużycie, które stosują niektórzy coachowie, wiele z powyższych sposobów pracy nazywając coachingiem.
Choć niekoniecznie zgadzam się z nią w ekstremalnym podejściu do czystego coachingu, to nowością z nazwy były dla mnie przedstawiane przez nią odmiany – m-coachingu i con-coachingu. Zgadzam się, że w zależności od potrzeb podopiecznego, w kontrakcie warto zawierać możliwość stosowania zarówno coachingu, jak i mentoringu, czyli umożliwić sobie dzielenie się własnym doświadczeniem (m- coaching), czy też połączenie coachingu i doradztwa, czyli umożliwić sobie dawanie podopiecznemu konkretnych rozwiązań, gdy dochodzi do granicy swojej wiedzy i ich potrzebuje, lub gdy liczy się czas. Rozumiem, że my, doświadczeni coachiwie, pracując w obszarach swojej eksperckości mamy pokusę kontraktować coaching  i nie nazywać jego odmian, ale myślę, że skoro już zostały one nazwane, to czas to zmienić. Dzięki takiemu podejściu łatwiej będzie porozumieć się zleceniodawcom z coachami.
I między innymi takim wnioskom służy Coachowisko.

Anna Zaremba